Uczcili pamięć żołnierzy „Tarzana”

76 rocznica tragedii Oddziału AK Zgrupowania „Nurta” w Woli Grójeckiej (7 lipca 1944). Społeczność powiatową reprezentowali: Przewodniczący Rady Powiatu Mariusz Pasternak oraz członek Zarządu Powiatu Agnieszka Rogalińska.

-W pobliżu tego miejsca rozegrały się krwawe wydarzenia, w których tragiczną śmierć poniosło 32 żołnierzy Armii Krajowej ze sławnego Zgrupowania „Ponury –Nurt”. Po tylu latach trudno ustalić prawdę i nie będę usiłował tego czynić zwłaszcza, że prawda podawana z ust do ust podlega zniekształceniom, a czas bezpowrotnie zatarł ślady. Z wiarygodnych źródeł wynika, że 6 lipca 1944 r., we wsi Wola Grójecka, doszło do niecodziennego wydarzenia, w tym bowiem dniu do wioski przybyła grupa 44 partyzantów z Gór Świętokrzyskich. Oddział ten 5 lipca został wysłany do Ćmielowa z rozkazem opanowania pociągu, w składzie którego miał być wagon z amunicją. Oddziałem dowodził wachmistrz Tomasz Wójcik „Tarzan”, wsławiony zabiciem kilku oficerów niemieckich pod Bidzinami, w tym generała Rennera. Jednak po przybyciu oddziału do Ćmielowa, okazało się, że pociąg został zatrzymany w Ostrowcu Świętokrzyskim. Oddział powinien wrócić w Góry Świętokrzyskie, zgodnie z ustaleniami sztabu Zgrupowania. Dowódca „Tarzan” zadecydował, aby poczekać na pociąg jeszcze jeden dzień. Wprowadził oddział do Woli Grójeckiej i wraz z ppor. Józefem Kempińskim „Krótkim” i ppor. Konradem Suwalskim „Mrukiem”, udał się do Ćmielowa. „Tarzan” na czas swej nieobecności wyznaczył na dowódcę pochor. Zygmunta Dudka „Czarnego”. W tym czasie nastąpiło przerwanie frontu sowiecko –niemieckiego, był to więc teren przyfrontowy, na którym oddziały sowieckie przenikały na tyły wojsk niemieckich. Niemcy, chcąc ustalić linię frontu i zabezpieczyć tyły swoich wojsk, przeczesywali i penetrowali teren, a w przypadku napotkania luźnych grup sowieckich, likwidowali je. Przez cały lipiec oddziały niemieckie przeczesywały teren od Witosławic po Jeleniów, a potem powracały do Wałsnowa, by samochodami dotrzeć do Ostrowca. W pobliżu Woli Grójeckiej płynęła struga wodna, która wraz  wysoką skarpą odgradzała wieś. Dzień 7 lipca był upalny. Pochor. „Czarny”, wyprowadził 37 żołnierzy ze wsi na całkowicie otwarty teren, na łąkę, gdzie znajdował się zbiornik wodny. Było to bardzo niebezpieczne miejsce. Rankiem tego dnia oddział niemiecki samochodami wyruszył z Ostrowca do Grójca, stamtąd ok. 120 uzbrojonych żołnierzy szło ławą przez Grójec i Brzóstową do Woli Grójeckiej. Część oddziału poszła do wsi, a druga część skierowała się na skarpę. Tam ujrzeli grupę mężczyzn nad zbiornikiem. Obok nich leżał ekwipunek wojskowy i broń. Dla Niemców było jasne, że jest to grupa sowieckich żołnierzy. Z ręcznych, niemieckich karabinów otworzyli morderczy ogień. Zaskoczeni partyzanci, nie oddali ani jednego strzału. W wyniku trwającego kilkadziesiąt sekund, morderczego ognia, śmierć poniosło 32 żołnierzy oddziału partyzanckiego Armii Krajowej Zgrupowania „Ponury –Nurt”. Czterej partyzanci, będący we wsi, mający przygotować posiłek dla oddziału, ukryli się i tym samym uratowali życie. Natomiast pochr.  Zygmunt .Dudek „Czarny”, wyprowadzając oddział ze wsi, uratował Wolę Grójecką przed zniszczeniem. Druga część oddziału niemieckiego po wejściu do wsi nie znalazła tam uzbrojonych mężczyzn ani żołnierzy sowieckich, więc wycofała się –mówił K. Kocowski.